Dancing with Bubbles / Tańczące z Bańkami

“Może zatańczymy z bańkami?” powiedziała widząc moją zatroskaną twarz.

“Taniec z bańkami? Co masz na myśli?” zapytałam, a w moich oczach zamigotał cień wątpliwości.

“Tak… tak… Zaczekaj, a zobaczysz,” wyszeptała i pobiegła do kuchni.

Wróciła po kilku minutach z wiaderkiem, dwoma patykami (skąd wzięła patyki w kuchni, tego nie wiem), sznurkiem i ogromnym uśmiechem na twarzy.

Zaczęła tańczyć. Bańki wirowały wokół niej niczym ogromne świetliki, a ona? Ona była niczym czarodziejka czarująca rzeczywistość. A ja? Ja dałam się zaczarować.

“Bańki mydlane są niesamowitymi tworami, prawda?” powiedziała cichuteńko, ale jej głos przepełniony był ekscytacją, “Są delikatne, piękne i, jeżeli mamy odrobinę szczęścia i złapiemy w nie promienie słońca, pełne kolorów. Obserwowanie baniek jest niesamowicie relaksujące, ale puszczanie ich jest jeszcze bardziej uspokajające. Nie trzeba wiele: dwa patyki, kawałek sznurka, odrobina mydlanej mikstury i, oto proszę – najlepszy sposób na relaks. Czy może być coś lepszego na pozbycie się negatywnych myśli niż magiczny taniec, podczas kórego wyczarować można niecodzienne, ulotne byty?”

Patrząc na wirujące w stronę nieba bańki, przyszła mi do głowy pewna myśl. Tak często odczuwamy lęk i niepokój. Nasze ciała są zestresowane, zaczynają boleć i być ogromnie zmęczone. Zaczyna nam się wydawać, że to jest nasza rzeczywistość, w której musimy trwać. A co jeżeli wcale tak nie musi być? A co, gdyby nasze negatywne myśli były właśnie jak bańki mydlane? Byłyby w naszych głowach tylko na chwilę, zaprzątając naszą uwagę tylko na kilka sekund, a potem rozpryskiwałyby się w mgnieniu oka, i już by ich nie było, tak na zawsze. Moglibyśmy się im przyjrzeć, zauważyć je, ale się do nich nie przywiązywać, tak samo jak nie przywiązujemy się zbytnio do baniek mydlanych. Zmartwienia nie odkładałyby się wtedy w naszych ciałach i byłoby nam spokojniej. Ta myśl, zdecydowanie dodała mi otuchy i sprawiła, że od razu poczułam się bardziej odprężona.

“Czy mogę spróbować?” zapytałam.

“Pewnie!” odpowiedziała z nutą triumfu w głosie i podała mi patyki.

Niezdarnie zaczęłam puszczać bańki. Jedną za drugą. Jedną za drugą. Usłyszałam, jak zaczęła śpiewać. Moje ciało przejęło nade mną kontrolę i sprawiło, że zaczęłam poruszać się nieco zgrabniej, kołysząc się do jej pieśni. O niczym nie myślałam. Przestałam się zamartwiać. Po prostu tańczyłam, zapominając o całym tym stresie. Pozwoliłam mu polecieć, wraz z bańkami, do nieba.